#koronawirus #bieganie…

#koronawirus #bieganie #mikrokoksy #mirkokoksy

Uwaga, tu specjalne wyjaśnienie dla ułomków o mentalności niewolnika, dlaczego ogólny zakaz biegania to absurd.

Po pierwsze: wyjście z domu jedynie w celu biegania to minimalne, niemal zerowe ryzyko zarażenia, o ile zachowa się środki ostrożności i będzie w trakcie wyjścia przebywać w odległości od innych osób. Znacznie bardziej ryzykowne jest chociażby chodzenie do zakładu pracy i spotykanie się w nim z dziesiątkami innych pracowników. Oczywiste jest, że pracować trzeba, ale bardziej na ograniczenie rozwoju epidemii wpłynęłoby wysłanie wszystkich pracowników umysłowych na home office (ja obecnie pracuję z domu, ale w tym gównokraju są firemki, które się na to nie zdecydowały) i zastosowanie szczególnych środków ostrożności (w tym używanie maseczek, co nie nastąpi, bo w gównokraju maseczek brakuje) w tych zakładach pracy, w których jest niemożliwe.

Po drugie: aktywność fizyczna jest ważna dla zdrowia, trening wpływa na nie pozytywnie bezpośrednio, jak i pośrednio pomagając ograniczyć przyrost tkanki tłuszczowej. Nadmierne otłuszczenie wpływa negatywnie na zdrowie. Jest to szczególnie ważne w kontekście panującej epidemii koronawirusa – pierwsze badania wskazują, że osoby otyłe i z nadwagą są szczególnie narażone na śmierć z powodu zakażenia.

Ja obecnie nie jestem gruby, choć niestety wciąż lekko podlany, mimo ciężkich treningów na siłowni, które ostatnio zamieniłem na bieganie na czas epidemii. Mam taką zjebaną genetykę, że całkowity brak aktywności fizycznej w moim przypadku prowadzi do nabierania wagi i otłuszczania się, gdy jem normalnie nie przejadając się. Aby moja waga stała w miejscu przy zerowej aktywności fizycznej, muszę się głodzić i sporo przy tym nacierpieć. Nie, nie mogę „mniej żreć”, nie mogę ograniczyć się do ćwiczeń w domu, bo nie mam warunków do zaawansowanego treningu w domu, zresztą i tak robię tu ćwiczenia siłowe, które niestety ze względu na warunki są 5 razy lżejsze niż moje treningi na siłowni.

Ułomki, które domagają się, bym nie biegał, chcą mnie po prostu skazać na większe kłopoty zdrowotne i ryzyko śmierci z powodu koronawirusa w długim terminie.

Oczywiście obecne przepisy są niejasne, bieganie nie jest zakazane wprost, ale sposób ich sformułowania w połączeniu z podejściem polskiej policji każe się spodziewać doprowadzenia do jak największego wyciśnięcia kasy z polskich obywateli, czyli karania każdej osoby, co do której jaśnie pan policjant uzna, że wyjście było nieuzasadnione.

Nie wiem, jak sobie poradzę z tym zakazem: na początku pewnie będę wychodził pobiegać udając, że idę do sklepu, później może to zamienię to na ćwiczenia i bieganie dookoła podwórka. Nawet brytyjski rząd zachował się bardziej racjonalnie od polskiego przy wprowadzaniu ograniczeń, gdy do wyjątków umożliwiających wyjście z domu dodał ćwiczenia 1 raz dziennie.